poniedziałek, 1 sierpnia 2011

CZASKANIE SZKŁA

     Wiem, wiem, pisze się TRZASKANIE, ale na Śląsku nie godo się t rz a skanie, tylko czaskanie.

     Mieszkam na Śląsku od urodzenia, jestem Ślązaczką z dziada pradziada, ale o tym zwyczaju dowiedziałam się niedawno- od mojej przyjaciółki, której szwagierka wychodziła za mąż, więc w czwartek przed ślubem miała miejsce właśnie takowa uroczystość. 
     Przychodzą na nią znajomi, sąsiedzi, rodzina i w jednym wyznaczonym do tego miejscu tłuką porcelanę (ponoć nie może być szkło) na szczęście młodej parze. A młodzi częstują ciastem i alkoholem.
     Musiałam to zobaczyć, więc uzbroiwszy się w różne fajansowo-porcelanowe talerze i miski pojechałam za Tarnowskie Góry, by młodej parze życzyć szczęścia na ich nowej drodze.
Na miejscu okazało się, że na ogrodzie stoją ławy i stoły, rozłożone są parasole, stoi dystrybutor z piwem...
     Zaczęli się schodzić sąsiedzi, dawne znajome koleżanki, przyjechała też rodzina z Niemiec, i wszyscy od razu udali się w to magiczne miejsce, by czaskać przyniesione ze sobą naczynia, po czym gości częstowano ciastem i kawą, a po chwili jedzeniem, piwem i wódką.
Zaczęła się biesiada, która chwilami przechodziła w tańce. I tak do 3 nad ranem...
     W trakcie biesiady dowiedziałam się od gości, że na takie czaskanie przynosi się też stare kible..., ale tym razem nikt takiego nie przyniósł, co niektórych z biesiadników trochę zmartwiło:)

     CZASKANIE przeszło już do historii, jak i sam ślub, ale mi w pamięci jeszcze na długo zostanie ta wspaniała, pełna serdeczności i tańców noc w ogrodzie u moich przyjaciół:)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz