poniedziałek, 30 czerwca 2014

Przystanek Śniadanie

          KATOWICE.
To tam spędziłam wraz z przyjaciółmi 24 rocznicę ślubu.

           Pojechaliśmy pociągiem. Byliśmy pod wrażeniem nowych składów, normalnie jak na zachodzie!  Głos znikąd informował o stacjach, wygodne siedzenia, brak charakterystycznego zapachu. Czad!

            Zaczęliśmy od śniadania w parku (fajna impreza, poczytajcie na fejsie o niej, warto się tam wybrać!), a skończyliśmy na piwie w Białej Małpie.
Po drodze kawa w antykwariacie, BWA, zwiedzanie miasta, Galeria Dworcowa i obiad po grecku.

          Katowice są dziwne. Pomieszanie z poplątaniem, chaos i szarość. Ale lubię je. Bo to stolica Śląska. Bo z dzieciństwa pamiętam. I z młodości, gdy np. na Łańcuch Ludzkich Serc przyjechałam, albo na koncerty do klubów studenckich.

          No i ten dworzec! Jakiż on był odjechany w kosmos! I już go nie ma, niestety...:(
To, co z nim zrobili niewiele go przypomina, a przecież miał w sobie to coś...
















































foto- mój własny mąż:)


niedziela, 29 czerwca 2014

Tydzień Pięćdziesiąty Czwarty

A podtytuł brzmi: 
          PANOWIE NA RUSZTOWANIU...
... którzy ocieplają kolejną kamienicę (blok?) przy moim biurze-  kurwują, wrzeszczą do siebie od 7 rano (współczuję mieszkańcom tejże kamienicy, raczej sobie nie pośpią), pierdzą i bekają nie przejmując się otoczeniem, wiercą i rąbią już sama nie wiem co, bo tak już od dłuższego czasu, a efektów nie widać.
            Czekają jak sępy, aż wyłonię się, by zrobić zdjęcie, po czym zaczynają swój dziwny rytuał- wrzeszczą do mnie jakieś pytania, chcą razem ze mną się fotografować, robią przy tym tyle hałasu i rozgardiaszu, że w piątek już nie miałam ochoty robić sobie zdjecia, więc te piątkowe jest już z popołudnia, kiedy to z mężem wybraliśmy się na kawiarniany klabbing, który miał nam osłodzić mijający tydzień i rozpoczynający się weekend. 
Niech oni sobie już pójdą gdzieś indziej, bo mam ich już serdecznie dość!!!! 



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
 
  24.06.2014


25.06.2014


26.06.2014


27.06.2014
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

czwartek, 26 czerwca 2014

Sjurrealizm...

          ...o fuj, nie cierpię, jak ludzie wymawiają ten wyraz w ten sposób. Może tak jest prawidłowo, ale mnie od razu skręca w trzewiach, jak to słyszę.
          Dziś usłyszałam to kilka razy, bo byłam na wystawie malarstwa "MAGICZNY REALIZM". Brrr...

          Fakt, surrealizm jest mi bardzo bliski. Lubię go. Zafascynowałam się nim w liceum. Tak jak i dadaizmem. Ale tylko w malarstwie.
          Dzisiejsza wystawa obudziła wspomnienia z dawnych, licealnych czasów, które wydawały mi się wtedy takie dziwne, nierealne, surrealistyczne, tym bardziej, że chodziłam do zakonnej szkoły- o!, ta to dopiero była wyjechana w kosmos! Na szczęście miałam wspaniałą polonistkę i plastycę- to dzięki tym cudownym, kobietom coś niecoś pojmowałam, o co chodzi w sztuce. I nigdy nie usłyszałam od nich-  sjurrealizm...

Wpadnijcie do teatru (TZR) w Rybniku, wystawa jest do połowy lipca!
















czwartek, 19 czerwca 2014

Tydzień Pięćdziesiąty Trzeci


A podtytuł brzmi:
          ...są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa...
i na dzisiaj tyle.


Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


 16.06.2014


  17.06.2014


 18.06.2014

sobota, 14 czerwca 2014

Industriada 2014.

          Właściwie to miały być kije. Kilkugodzinne łażenie po lasach z kijami niestety zniweczyła pogoda- tuż przed wyruszeniem zaczął lać deszcz, coś tam pogrzmiało i nas wygoniło do domu.
             Ale ja w domu nie chcę siedzieć!
Nie siedzę to idę. Właściwie jadę, a potem chodzę- po zabytkowej kopalni Ignacy, którą to można zwiedzać w ramach corocznej INDUSTRIADY.
           Czad! Panowie przewodnicy- emerytowani (chyba) górnicy tejże kopalni opowiadali o maszynach parowych, które oglądaliśmy. Jestem pod wrażeniem techniki i inżynierii całego tego kolosu, jaki napędzał koła szybów kopalnianych. Brakowało mi tylko hałasu i huku tych maszyn, zapachu smaru i gorąca pary..., zostało mi tylko wyobrazić to sobie:)
           Pochodzę z rodziny górniczej, moja babcia nawet pracowała na kopalni na dole, po wojnie takie czasy były. Pracowali tam moi dziadowie, wujkowie, mama też (ale już nie na dole), nawet mąż. Tylko ja tak sirota, znam kopalnię tylko z góry..., eh:(
Oprócz maszyn parowych sprzed dwóch wieków bodajże, można było jeszcze wejść do wieży ciśnień, która to jest teraz wieżą widokową i mimo, że dziś pogoda w kratkę widoczność była przefantastyczna!
Eh, cudowna wycieczka to była!!!!


















LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...