sobota, 27 grudnia 2014

Dziękuję AWRO

          Niestety, przyszedł ten czas. Czas na podziękowanie, pożegnanie, podsumowanie, rozstanie.

          W 2006 roku otworzyłam stacjonarny ośrodek rozwoju osobistego AWRO, czyli AKADEMIA WSPIERANIA ROZWOJU OSOBISTEGO.

          Wiele osób pukało się w głowę, co też to ja wymyśliłam, to się nie uda, trudne czasy, to jakaś sekta, na co komu takie miejsce.
          A ja, naprawdę z uporem maniaka brnęłam pełna mocy, ale i obaw, do przodu.
A czego to ja nie organizowałam, nie tworzyłam, wymyśliłam...

          Akademia AWRO to było magiczne, ciekawe miejsce, założone w celu stworzenia możliwości uczestniczenia w różnych, inspirujących i nietuzinkowych warsztatach rozwojowych:

Ciało: Joga, Qi-kung; Świadome Oddychanie; Praca z głosem; Terapia tańcem; Technika Aleksandra

Umysł: Autoprezentacja; Samokontrola Umysłu Metodą Silvy; Myśl jest twórcza, więc Ty też!

W głąb siebie: Relaksacje przy gongach i misach dźwiękowych; Babiniec; Systemowe ustawienia wg Hellingera; Twórcza wizualizacja; Radykalne Wybaczanie; Mandale; Vedic Art; Wieczór ciszy i spokoju.

          Było też mnóstwo spotkań, wykładów, imprez, wiele rozmów, uścisków, łez i radości:)

          Od nowego roku AWRO przestaje działać. Nie mogę powiedzieć, że istnieć, bo istnieć w pamięci będzie jeszcze jakiś czas, ale działać to już nie.
          Więc na pożegnanie podziękować chciałam- wszystkim i każdemu z osobna, kto choćby w najmniejszym stopniu zetknął się z Akademią, zostawiając trwały, ważny ślad w jej isnieniu.

Dziękuję UCZESTNIKOM oraz PROWADZĄCYM takie m.in. warsztaty:

Izabela Florkiewicz (terapia tańcem)

Wojtek Skabek (misy i gongi)

Karolina Kapias (mandale)

Natalia Danielczyk (technika Aleksandra)

Magda Niemczyk (joga)

Marcin Kurnik (Radykalne Wybaczanie)

Alicja Heyda (praca z ciałem, świadome oddychanie)

Mariola Rodzik-Ziemiańska (praca z głosem)

ś.p. Ewelina Głowacz (ustawienia hellingerowskie)

Andrzej Wójcikiewicz, Henryk Kimak, Marian Jeżewski (Metoda Silvy)

Brygida Kamińska (Vedic Art)

 

Sobie też dziękuję. Za: 

- Myśl jest twórcza, więc Ty też! 
- Babiniec 
- Wieczór ciszy i spokoju
- Dni Rozwoju Osobistego DROga

I mężowi dziękuję. Za wsparcie:)

           To było 8 lat ciężkiej pracy, głównie nad samą sobą. Warto było, ale cóż, to se nevrati...

 

=================================

 mandale

 Metoda Silvy



misy i gongi


Babiniec


 

 



piątek, 26 grudnia 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Ósmy

A podtytuł brzmi:
   PANIE, ŻYCIE JEST PROSTE- RANO PAN WSTAJE, JE KANAPKĘ I IDZE W ŚWIAT...
...nie, to nie jest cytat z polskiej komedii wszech czasów ani tym podobnych.
          To moja przyjaciółka tak odpowiedziała panu, który w jej towarzystwie naprzykarzał się narzekaniami.

          Teraz to moje motto życiowe. Na jakiś czas, ale w sam raz na teraz. Z chadrą żyję w jako takiej komitywie. Nie poszła sobie, ale to, że ją zaakceptowałam pozwal mi na cieszenie się z różnych, prostych, wg mnie pięknych, wartościowych rzeczy:
Że dostałam w prezencie staromodny, szklany pojemnik na ciasteczka, od teściowej:)
Że w pierwszy dzień świat przyszły dzieciory (syn z dziewczyną) z pieskiem i dziewczyna córki (a córka w Szkocji, niestety...)
Że ciasto na pierogi było idealne.
Że w kinie byłam na Hobbicie.
Że pachnie w domu grejpfrutem i cynamonem.
Że odwiedzam dzisiaj ja dzieciory i pieska.
Że nie ma śniegu.
Że jest śnieg.
I że niedawno poznałam fajnych ludzi na Jarmarkach świątecznych. Np. taką Jenę Polak, artystka, malarka, była (?) punkówa. Ależ mi się z nią fajnie gadało...:) A co sobie od niej kupiłam, zobaczycie poniżej.

Tak więc, pomimo, ze na drzewie wyrosła jemioła, która z drzewa wysysa soki, to jakie to drzewo piękne z ta jemiołą, i ona sama też piękna-  to tak metaforycznie o mojej chandrze, która piękna wprawdzie nie jest, ale wiem, że coś dobrego z tego i tak wyniknie. A właściwie to już coś się wykluło, ale na razie w inkubatorze trzymam, na razie nie czas, by się z tym dzielić. Ale podzielę się:)

 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



19.12.2014





 Nerka od MAIKO



Sztrykowany pierścień od SIVKI





 20.12.2014



Ręcznie malowany obraz w pierścionku od JENA POLAK





niedziela, 21 grudnia 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Siódmy

A podtytuł brzmi:
   CHANDRA...
...która ściska mnie za gardło i wyciska łzy.
          Powody się znajdą, a jak, coś przecież się kończy, a coś zaczyna...
Kilka dni temu odbył się ostatni Babiniec. Od nowego roku nie będzie już miejsca, w którym mogłyśmy się spotykać. Teraz czas na nowe- miejsce, nowe spotkania, nowe coś...
          A przede mną jeszcze jedno zakończenie, chyba bardziej bolesne niż mi się wydawało. Zamykam swoją Akademię AWRO, ale o tym może innym razem, dziś nie mam siły o tym gadać...

          Od kilku godzin gotuje się wege rosół. Może miseczka słodkiego wywaru z domowej roboty makaronem trochę tę chandrę otuli...



 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


15.12.2014


16.12.2014


17.12.2014


18.12.2014





NOWOŚCI:)- do kupienia, do noszenia:)

Więcej tu:
http://izaraj.wix.com/wokolszyjniki









niedziela, 14 grudnia 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Szósty

A podtytuł brzmi:
   ISLANDIA...
...czyli wspominam jeszcze wczorajszy pokaz zdjęć ze spontanicznej kilkunastodniowej podróży dwóch przyjaciółek "wariatek" ne tężę wyspę.
          Pokaz odbył się w gliwickiej antykwariackiej kawiarni (fajne miejsce, nie znałam:), wczesnym popołudniem. Przez prawie dwie godziny pooglądałam i posłucham co nieco o brązowobeżowozielonym kraju, gdzie przestrzenie, kolory, odgłosy, mieszkańcy, przyroda i takie tam są: inne, piękne, niesamowite, cudowne, inne, piękne, niesamowite, cudowne, i tak w kółko, i tak dalej:);):):)
          Duże grono słuchaczo-podglądaczy zachwycało się obrazami, niektórzy przez to mają nawet zamiar sami zobaczyć to na własne oczy. Ja też:). Ale jeszcze nie teraz, nie już. Na razie to mam inne plany dotyczące zobaczenia pewnego kraju.
Jak chcecie poczytać o tej podróży to zapraszam na bloga tego tu: PSTROKATO




 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.

08.12.2014 


09.12.2014 


10.12.2014 


11.12.2014 


12.12.2014




Pasek z Giocondą:

niedziela, 7 grudnia 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Piąty

A podtytuł brzmi:
   "Wszystko zależy od zmielenia. Ani za grubo, ani za drobno"...
...czyli mam szlaban na kawę, a ona mnie dopada zewsząd, nawet z ekranu telewizora- powyższy cytat pochodzi z filmu "Helikopter w ogniu", który oglądałam we wtorek. Jeden z żołnierzy biorący udział w okrutnej akcji ze śmiercią w tle, w chwili przerwy między jedną strzelanką a drugą, mieli kawę w ręcznym młynku, po czym zaparza kawę i częstuje nią swojego dowódcę z powyższym cytatem na ustach...
          W kryminale, który czytam ciągle leje się kawa (a nie krew!), którą częstują się policjanci, podejrzani czy inni bohaterowie książki.
          Albo- codziennie rano koleżanki z pracy gotują sobie kawę (oczywiście wg 5 przemian, przepis poniżej), a ja tylko zapachem się raczę, biedna... W ogóle, gdzie się nie ruszę- czuję kawę!
          A zaprzestałam ją pić. Musiałam tak zrobić, bo moje migreny nie dają mi żyć, choć i tak jest lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ale jednak są. Postanowiłam, że odpuszczę sobie na razie tej ukochany napój, bo niestety po nim migreny się wzmagają.
          Ale, żeby tak całkiem nie zwariować od jej braku, zaczęłam sobie gotować kakao. Normalne, zwyczajne ciemne kakao w proszku, nie jakieś tam mieszanki, też wg 5 przemian. I wiecie co, to jest dopiero napój bogów..., cudowny...:) Pijam sobie go codziennie w pracy, gorący, aromatyczny, lekko dosłodzony miodem i powoli, powoli zapominam o kawie...:)


 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


 01.12.2014


02.12.2014 


03.12.2014 


04.12.2014 


05.12.2014



A tu jeszcze zdjęcie śmietnika (po śląsku śmietnik to HASIOK), na którego natknęłam się w samym centrum miasta:





======================================================

Kawa lub kakao wg 5 przemian:


O- do szklanki gotującej wody wsypać 1 łyżkę mielonej kawy naturalnej (uwaga! kawa będzie szła do góry, trzeba zmniejszyć ogień!); zamiast kawy może być kawa zbożowa lub naturalne kakao
Z- ¼ łyżeczki cynamonu
M- ¼ kardamonu (lub całe ziarenko), ¼ imbiru oraz, jeśli chcecie- 1 goździk, a do kakao szczypta chili
W- szczyptę soli,
D- kroplę soku z cytryny
O- ¼ łyżeczki kurkumy
Z- dodajemy ½ łyżeczki miodu 
Między każdą przemianą pomieszaj napój i zaczekaj kilkanaście sekund przed kolejną.

piątek, 28 listopada 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Czwarty

A podtytuł brzmi:
   PIJAWKI...
...to są takie zwierzątka co piją krew!!!
          Moja córka zrobiła sobie w łódzkim Instytucie Hirudoterapii kurs i na mnie ćwiczyła zabiegi. A ponieważ mam żylaka, to poddałam się z wielką ochotą.
          Jakaś strona www opisuje te zabiegi tak: Pijawki na żylaki to alternatywa dla leczenia farmakologicznego i operacyjnego. Stosowanie pijawek w medycynie nie jest nowością. Leczenie pijawkami hodowanymi w warunkach laboratoryjnych nazywa się hirudoterapią. Pijawka lekarska jest w stanie spożyć kilkakrotnie więcej krwi niż sama waży, po czym odpada od skóry pacjenta. Pijawkami daje się wyleczyć bardzo dużo schorzeń, w tym właśnie żylaki nóg, zakrzepicę żylną, owrzodzenia podudzi czy zapalenie skóry.
          Miałam dwa zabiegi, przede mną jeszcze kilka, ale już od teraz będę obserwować skutki. Jestem ich bardzo ciekawa!
          Być może któraś z was się skrzywi, powie fuj, zrobi odrażającą minę. A ja sobie pomyślałam- po co mam leżeć w szpitalu (fuj), poddać się zabiegowi z jakimiś narkozami (krzywię się), a potem ze dwa miesiące męczyć się z raną (przyjaciółka miała taką operację, łe!), jak można w inny, naturalny sposób sobie pomóc! Wprawdzie teraz noga mnie swędzi, ale to nic w porównaniu z cierpieniami przyjaciółki...
Jakie będą tego efekty dowiem się koło wiosny, ale już teraz cieszę się na pozytywne efekty:)



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
25.11.2014 


26.11.2014 


27.11.2014 


28.11.2014
 

niedziela, 23 listopada 2014

Tydzień Siedemdziesiąty Trzeci

A podtytuł brzmi:
   BĘBNY...
...czyli coś, co mną rusza, co mnie podnieca, co we mnie budzi, co ze mną robi...:)
          BĘBNY. Jak je słyszę, to mną targa dół ciała. Macico-miednica dostaje głupawki, kręci się jak oszalała, do tego nogom każe skakać, rękom fruwać, piersiom falować, na dodatek natychmiast odcina umysł (przeżyłam kiedyś taniec transowy przy bębnach- nie do opisania!!)
          Bębny przyjechały do miasta mego, na dwie godziny pozwoliły na sobie grać.
Ah, jakie one było ciężkie, twarde, dzikie. A moje palce małe, wiotkie, miękkie. Ale się nie zrażały- udało się jakiś rytm wybijać, z milion razy pomylony, ale co tam, gram, gram, walę w ten bęben- ale po co tak walić, najpierw lekko, rozgrzej ręce, no nie wal tak, ale ja chcę, ja chcę poczuć ten rytm w sobie, to co, że taki trochę kaleki...
          Wszystko trwało za krótko, choć w sam raz. Ręce nie bolą, ale tęsknią do tej szorstkiej skóry, ciało też tęskni, za dźwiękiem i rytmem... Kiedy następny warsztat? Kiedyś...
          Jak macie ochotę spróbować tego, co ja, to w Opolu jest takie miejsce (stamtąd przyjechały bębny z nauczycielem Januszem:), gdzie takie rzeczy dzieją się na co dzień- ETHNICA-ART.PL


Warsztaty gry na afrykańskich bębnach djembe  




Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.

 17.11.2014 


18.11.2014  


19.11.2014 


20.11.2014 


21.11.2014



Mój  nowozdjełany Wokółszyjnik i Wokółdłonniki- do kupienia, do noszenia:) 
więcej tu:


czwartek, 20 listopada 2014

NIEPODLEGŁOŚĆ po mojemu

          11 listopada. Słoneczny, ciepły, jesienny dzień. Jak każdy inny. A jednak nie jak każdy, jest jednak inny. To dzień ważny, święty na swój sposób, godny celebracji i zadumy, ale bez przesady- żadnych przemówień, manifestacji, rozmów na szklanym ekranie.
Taki dzień warto pocelebrować po swojemu.
          Kilkanaście minut jazdy samochodem- i jestem w miejscu, gdzie można poczuć taki polski, swojski klimat- półdzikie przyrodnicze miesjce, ostoja ptactwa wodnego- Łężczok.
           W ramach własnej celebracji złamałam zakaz wejścia i poszłam ścieżką między stawami, między szumiącymi trzcinami, szuwarami, połamanymi drzewami. Nie było żadnego ludzia, żadnego zwierzęcia, tylko flora. Tam poczułam się wolna, uspokojona, naładowana naturalną energią... Po swojemu uświęciłam ten dzień, który przypomina, że jesteśmy wolni. Choć już tak nie do końca wolni, jednak cywilizacja i elektronizacja powoli, małymi kroczkami nas ubezwłasnowolniają. Więc takie dni i takie miejsca pokazują, co za niedługo możemy utracić...



























zdjęcia by mąż i ja:)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...