piątek, 26 października 2012

WGLĄD

       Dziś miałam sen, który okazał się tzw. WGLĄDEM. Stałam na szczycie schodów, były dość strome i wysokie, przez co bałam się po nich zejść, bo mam lęk wysokości, który to lęk poczułam we śnie bardzo silnie. Ponieważ musiałam zejść z tych schodów (bo dokądś zmierzałam), znalazłam sobie drogę na skróty, nie po schodach a gdzieś bokiem, chodziłam po jakichś kałużach i błotach, pobrudziłam sobie moje ulubione buty, musiałam je ściągać i myć...
A gdzie ty Wgląd?
       Mam tak, że czasami sen coś chce mi powiedzieć, coś chce, bym odkryła, co nie udaje się zaraz po przebudzeniu, tylko siedzi we mnie znak zapytania, ciągle mi się ten sen przypomina, coś mi tam świta, coś się kojarzy. Czasem trwa to kilka godzin, czasem dni.
Pierwsza myśl przyszła taka, że ja się boję trudnych wyzwań i wolę iść na "skróty", po bagnach i kałużach, niż zaprzeć się i zejść z tych schodów.
       Ale po tej myśli przyszła polemika i kolejna myśl, którą silnie poczułam w ciele, co oznacza, że to jest właśnie WGLĄD: mam silnie zakodowany lęk przed przeszkodą, pamięć mojego ciała mi o tym mówi, a który umysłem nie potrafię zmienić, a wyniknął prawdopodobnie z przekazu trans-generacyjnego (o tym mówi m.in. Bert Hellinger), poprzednich wcieleń i przeżyć z dzieciństwa. Analizując dokonania mojej rodziny mogę wysnuć przypuszczenie, że lęk przed przeszkodą paraliżował moich krewnych do tego stopnia, że choć mają szczytne cele raczej ich nie osiągnęli. Siedzą na tych schodach i drżą lub czekają na zmiłowanie. A ja- poszukałam innego wyjścia. I to nie jest przejaw działania "po najmniejszej linii oporu", ale przejaw determinacji i odwagi, żeby działać POMIMO lęku.
       Czad! Czuję ciepło w ciele. To znaczy, że moje przemyślenia są zgodne z WGLĄDEM. To znaczy, że nie jestem nieudacznikiem, leniem, kombinatorem, itp., tylko KREATOREM, biorę sprawy w swoje ręce, choć często "mam pobrudzone ulubione buty":).
       Zastanowiła mnie też pierwsza myśl, która przyszła, dlaczego taka a nie inna...? I znowu WGLĄD- włączył się mechanizm (a mechanizmy mają to do siebie, że pierwsze się włączają!) p.t. DOWAL SOBIE! Na szczęście jestem już czujna i wiem, kiedy się one (moje mechanizmy) włączają, co daje mi możliwość nie reagowania natychmiast, ale zatrzymania się chwilę, by zareagować inaczej.
       I jestem dziś bardzo z siebie dumna, że nie poddałam się swojemu mechanizmowi, a właściwe, że go odkryłam zanim zrobił spustoszenie w mojej psyche. No i z tego, że jestem twórcza:)
Alleluja!!!




środa, 24 października 2012

SZCZĘŚLIWE ŻYCIE

       Nie ma jednej reguły szczęśliwego życia. Każdy ma swoją. Ja też mam. Ale o tym za chwilę.
Dziś w pracy rozmawiałyśmy z Martusią o kompromisach w małżeństwie. Ja mam 22-letni staż, ona 2-miesięczny. Za mną już dużo doświadczeń życiowych, a dużo przed nią. I to moje doświadczenie mogę dziś skwitować moją regułą szczęścia- CZERPIĘ RADOŚĆ Z CZEGO TYLKO SIĘ DA. A da się z wielu rzeczy pozornie nie zasługujących na radość, a pozornie mam na myśli, że każdy, poprzez swoje własne sito, patrzy na wszystko po swojemu.
       Ja czerpię radość z pięknych kolorów mojej kuchni, którą niedawno odmalował  mi mąż. Z przygotowanego prawie w nocy humusu, którym obdzielę dziś mnóstwo nieznanych mi osób. Z chwili, która teraz trwa, w której piszę ten krótki post.
       Radość sprawia mi też proste życie. Tu też wartałoby pokusić się o regułę prostego życia. ale o tym może kiedy indziej. Dodam tylko, że wczoraj usłyszałam o pewnym blogu, który teraz sobie powolutku czytam, a który w pewnych ramach odpowiada mojemu podejściu do życia:) (podaję link: http://wystarczy-mniej.blogspot.com/)

       Dla mnie RADOŚĆ do taki kontakt, z którego doładowuję swoją duszę, ciało i umysł. Trzeba tylko ten kontakt znaleźć.
A ty, znalazłaś już kontakt? 
A ty, z czego czerpiesz radość?


środa, 18 kwietnia 2012

10/ CZERWONY I CZERWONY

     Aparat, którym robiłam do tej pory zdjęcia, odmówił współpracy.
A aparat mojego hasbenda jest tak skomplikowany, że boję się go nawet dotknąć.
Ale dziś musiałam  go użyć, żeby uwiecznić mój czerwony nastrój.
Efekt może i nie taki, jakiego bym się spodziewała, ale jak na pierwszy, odważny raz...:)

     Spódnica ma krój trochę łowicki, dzięki podszewce ze stojącą falbanką układa się fantastycznie, i nic mi to, że poszerza biodra. Wkrótce pokażę ją w pełnej krasie:)

     Przy okazji testowania sprzętu uwieczniłam kawałek mojego skarbu, zwanego przez męża goldami. Skarby te zbieram od bardzo dawna i szczerze powiedziawszy wciąż ich mam za mało, hi,hi...





Buty- Oxygen
Spódnica- ciucholand
Rajstopy- nołnejm




poniedziałek, 9 kwietnia 2012

9/WRZOS I TURKUS

        Potrzebuję słońca i kolorów. To daję mi energię i lepsze krążenie krwi.
 Dość mam już czarnej kurtki zimowej i granatowego beretu!!

       Wybrałam się na ciuchowe łowy, upolowałam kilka różnokolorowych egzemplarzy, między innymi wrzosowo/fuksjową sukienkę z miękusiej bawełny. Tak kolorowo ubrana wybrałam się na spacer, by pobudzić troszkę skostniałą wiosnę.

      Z ciuchowych łowów przytargałam kilka kolorowych, cepeliowych spódnic, ale o nich w następnych wpisach.






foto: Andrzej Rajter (http://yogurt.flog.pl/)


marynarka lniana- sh
sukienka bawełniana- sh
torebka -Słoń Torbalski
buty czerwone- Oxygen
rajstopy turkusowe- Moraj
turban- chusta sh