niedziela, 26 czerwca 2011

ROWER! TO JEST TO!

Jest niedziela, dzień wypoczynku... Wsiadamy z mężem na rowery i po kilkunastu minutach od miejsca naszego domku jesteśmy już poza miastem. Jeździmy sobie po polach i lasach, bez pośpiechu, spokojnie. Co rusz naszym oczom ukazują się nowe widoki. To różnozielone pola zbóż, w których rosną chabry, za chwilę pole ziemniaków, które kwitną teraz na biało. Czuć zapach skoszonej trawy i ziół. Słyszymy śpiew skowronka, szum liści i traw. Gdzieś daleko pieje kogut. Nie spotykamy żadnego podobnego do nas, ewentualnie mija nas czasem jakiś samochód.
Sielana...
Czasami jedziemy przez wsie, dzielnice domków, osiedla. Przy domach wypielęgnowane ogrody pełne kwiatów, drzew owocowych, ławeczki i huśtawki. Nagle wjeżdżamy w odpust- kolorowe stragany, pełne chińskiego badziewia, ogólny rozgardiasz, tłum i hałas. Uciekamy stamtąd szybciutko. Wjeżdżamy w boczną uliczkę i na wysokości mniej więcej Raszowskiej górki rozpostarł się przed nami widok, który zaparł nam dech w piersiach- widać było kominy elektrowni Laziska, kopalnię Dębieńsko, i lasy, lasy, lasy... Dookoła żywej duszy, spokój, cisza, kontemplacja.
Wracamy do domu nowymi ścieżkami, pełni energii, zadowolenia, radości.

I jadąc sobie rozmyślałam o moim mieście- jak ja je bardzo kocham...:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz