czwartek, 16 czerwca 2011

ŁANDERFUL DEJ

     To był cudowny dzień...
Odwiedziłam miasto mojego dzieciństwa- Tychy. Tam mieszkała ś.p. moja kochana babcia, do której przyjeżdżałam na cudowne, pełne miłości i swobody wakacje.
Tym razem przyjechałam na ślub koleżanki, znamy się jeszcze z dzieciństwa, bawiłyśmy się na jednym podwórku, chodziłyśmy do tego samego liceum. Wychodziła za mąż- za swojego ukochanego...:) Piękny dzień- środek roku, środek miesiąca, środek dnia (12:00). Dużo gości, kwiaty, szampan, a końcówka ślubu tak trochę po amerykańsku- wsiedli do auta i pojechali w siną dal:)

     Korzystając z wolnego (sama sobie go dałam), wracając do domu wstąpiłam do Anki Skakanki. Ma piękny, bujny, półdziki ogród, w którym przyjemnie można spędzić kilka chwil. Siedziałyśmy na huśtawce i przy kojącym śpiewie ptaków piłyśmy wodę z cytryną i esencją różaną, rozmawiając o Wielkich Sprawach tego Świata.



     To był cudowny dzień... ale to jeszcze nie koniec.
Bo jak wróciłam do domu i zjadłam wczorajszy obiad, poszłam z koleżanką na pyszne capucino, by podelektować się jej smakiem i własnym towarzystwem.

To był cudowny dzień... ale to jeszcze nie koniec.

     Bo potem poszłam jeszcze z mężusiem na wystawę prac dzieci, które uczestniczyły w autorskim programie Agnieszki, która prowadzi Nido. I po wstępie-występie całą już grupą wzajemnej adoracji udaliśmy się na dach Fokusa, by podziwiać z innymi uczestnikami- zaćmienie Księżyca. Nieważne, ze ledwo go było widać. Ważne, że tam byliśmy, koktajl i wino piliśmy, razem dobrze się wszyscy bawiliśmy!!!

To był cudowny dzień... ale to jeszcze nie koniec. Bo dziś jest kolejny ładerfulowy dzień!!!!!!!!

1 komentarz: