sobota, 28 grudnia 2013

Tydzień Trzydziesty

A podtytuł brzmi:
Igrzyska Śmierci i wędrujące bóle...
          ... Dziś, trzecia nad ranem. Obudził mnie ból. Boli mnie całe ciało, co kilka sekund w innym miejscu. To tzw. grypa jednodniówka, która trwa u mnie trzeci dzień. Pierwszy raz w życiu wzięłam urlop na żądanie, bo nie byłam w stanie iść w piątek do pracy.
Bóle sobie wędrują. To zaboli małżowina uszna, to kolano, to żebro, to coś, co nawet nie wiedziałam, że mieszka w mim ciele, i tak non stop. Gorączka, poty, ogólnie choróbsko. Ale! jest trzecia nad ranem, więc jest niesamowita cisza!!!
          Samochód przejeżdża jeden na minutę (kto o trzeciej nad ranem jeździ po mieście?), karetka na sygnale też tylko raz przejeżdża mi pod oknem, cud jakiś! Sąsiad z dołu w końcu po dwóch dniach imprezowania przeniósł się ze swoją bandą do innej meliny, nie słychać kurw, hujów i innych brzydkich słów.
Nie ma mrozu, więc kaloryfer nie szumi jak wodospad Niagara, gdy odkręcałam go na full. Teraz jest zakręcony.
Nie słychać kąpieli, siku, pokasływań, wody lecącej z kranu, jeżdżącej windy. Cisza. Piękna cisza i wędrujące bóle...
O szóstej już jeżdżą, kichają, trzaskają, gadają..., jak tu zasnąć?
        Myślę o moim bólu. Skąd się wziął? Wg TCM to wniknięcie Wiatru. No tak, wiał ostatnio nieźle, nawet halny coś narozrabiał w Zakopanem, ale nie przypominam sobie, żeby mi coś wniknęło. Przypomina mi się za to zasada 3 dni i 3  miesięcy, która ogólnie mówi, że wniknięty patogen może ujawnić się po trzech dniach lub po trzech miesiącach. Wracam trzy miesiące wstecz. Aha, wiem co wtedy się działo, teraz już mam odpowiedź...
         Próbuję pobyć w wyobraźni, przychodzi mi to z trudem. Wracam na chwilę myślami do filmu, który obejrzałam w święta- Igrzyska Śmierci. Wynudziłam się na nim, nie wciągnął mnie, ponoć druga cześć jest lepsza, ale czy ja chcę to oglądać? Jedyne co mi pozostało po tym filmie to zdanie, które jeden z bohaterów powiedział do drugiego bohatera:
Wiesz jaka rzecz jest silniejsza od strachu? NADZIEJA!
          I nad tymże zdaniem pastwiłam się tak do ósmej, potem poddałam się i wstałam, i powolutku, pomalutku dochodzę do siebie.
A nad zdaniem pastwię się nadal:)
Ała, teraz zabolała nerka...


Zdjęć z tego tygodnia nie ma. Bo święta, bo wolne.
Są inne, z wycieczki krajoznawczo-turystycznej Kudowa/Strzeliniec/Kłodzko.
Tam jest naprawdę pięknie:)





















Zdjęcia - Andrzej R. mąż mój:)
http://yogurt.flog.pl/


10 komentarzy:

  1. Niestety ta wiosenna aura nie najlepiej wpływa na nasze zdrowie!!! Na razie tylko ja jakoś się trzymam, ale Zosia i Miś zakatarzeni w nic!!! Tak więc Iza, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i aby te boleści minęły bezpowrotnie!!! Kotlinę Kłodzką uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i odwzajemniam je dla twoich bliskich:)

      Usuń
  2. zdjęcia są cudne, okolice znam i b. lubię a Ty jak zawsze cudownie kolorowa :)
    Pozdrawiam i życzę zdrowia i dobrego snu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Autorem zdjęć jest mój mąż, któremu muszę zdjęcia wydzierać i podstępnie umieszczać na moim blogu, bo on jakoś na swoim nie bardzo ma ochotę...:)

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że już lepiej?
    Świetne zdjęcia, super wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co przyszło znienacka, poszło w cholerę! Jest ok:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całe szczęście że poszło :) A mnie bardzo podobały się 'Igrzyska' i mam ochotę obejrzeć kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wycieczkowo - to lubię :)
    Iza, błagam! Zlikwiduj weryfikację obrazkową, bo caraz dłuższe te rzędy cyferek do wklikiwania. Proszę :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zlikwidowałam, choć nie wiedziałam, że są!

      Usuń