sobota, 14 grudnia 2013

Tydzień Dwudziesty Ósmy

          A podtytuł brzmi:
Czarny wtorek i "Buntownik z wyboru"...
           ... Stres w pracy, któż go nie zna, któż go nie doświadczył? Do mnie przybył znienacka we wtorek- od pleców, niespodziewanie. Zareagowałam "standardowo"- paniką i lękiem oraz obrazami w głowie pt. i co teraz będzie, czyli wszelkie możliwe scenariusze, typu armagedon i masakra piłą mechaniczną V w wersjach hard. No kurwa wystraszyłam się na maksa! Coś zrobiłam nie tak. Ale do dziś nie wiem, czy na pewno to ja zrobiłam coś nie tak, czy to jednak maszyna (typ komputer, podtyp system, na którym pracuję). Może dowiem się w poniedziałek, czekam na wyrok od wtorku.
            Bodziec wywołuje reakcję. Stres wywołał masę reakcji jak z kostkami domina- panika, lęk, obrazy, ciało w napięciu, w nerach ból, nogi z waty, suchość w ustach itp, itd.
           Uspokoiłam się dopiero po obejrzeniu filmu Buntownik z wyboru. Kurde, dobitnie do mnie przemówił. Już w trakcie filmu moja reakcja się zmieniała. Już nie ma paniki i lęku. Zaczęły przemawiać do mnie inne odczucia, które nie mogły od razu się ujawnić, bo tak to już mam- reaguję na pewne sytuacje standardowo, czyli, mówiąc prościej (?) taką mam po protu wyuczoną reakcję.
           Najpierw poczułam bunt. No kurwa jego mać, a kimże wy jesteście, że możecie mną dysponować- moim czasem, moimi umiejętnościami, moją wolnością?
          Potem poczułam ogromną energię współczujących mi ludzi, którzy chcieli mnie wspomóc i przytulić, stało się to przy cudownej scenie z tego filmu- gdy główny bohater i jego przyjaciel, po ciężkiej, fizycznej pracy stoją przy samochodzie, piją jakieś piwo typu sikiweroniki, i ten przyjaciel ma właściwie tylko jedno marzenie- nie, nie wyrwać się z tego zapyziałego miasta i syfu i robić gdzieś karierę i kasę, ale żeby to on (ten główny bohater, obdarzony geniuszem matematycznym) to zrobił! Bo ma talent, za który wszyscy inni daliby się pokroić, a on go w taki głupi sposób marnuje.
           I wtedy ogarnął mnie spokój. Co ma być to będzie. Mam łapki, nóżki, jestem zdrowa, mam co jeść, gdzie spać. Mam przyjaciół. I wspaniałe dzieci. I kochanego męża. I kasę na koncie.
           Nie ma się co wkręcać w umysłowe gierki. Jeśli narozrabiałam- wezmę odpowiedzialność za to, jeśli nie, to już nie będzie mój problem.

          Na zdjęciach nie widać mojego stresu, a to za sprawą fotografki, która za każdym razem, jak robi mi zdjęcie, nie pozwala na smutne miny, często mnie rozśmieszając, nawet nie zdając sobie z tego sprawy:)
Dzięki ci za to Marta:)

Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.

10.12.2013



11.12.2013



12.12.2013


13.12.2013





A tu jeszcze chciałam "zareklamować"  włóczkowe Stwory&Potwory Sivki.
Zobaczcie, jakie cuda robi: SIVKA


4 komentarze:

  1. No tak, stres, nerwy, poczucie winy i w końcu odpuszczenie sobie "grzechu".
    Często to przerabiam, spotykam ludzi (niektórych znam od zawsze), którzy wpędzać mnie chcą w poczucie winy, a kiedy się ie daję, słyszę, że jestem takaśmaka i owaka. Gorzko. Ale co tam. Może i się pobeczę, ale w końcu i tak dam radę. Po Tobie, patrząc na fotki, widać jakbyś była oazą spokoju i ciepełko grzeje. Gdzie tam jaki nerw .

    Łał, Iza, dzięki za reklamę! :* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po latach terapii nauczyłam się reagować po raz drugi na tą samą sytuację, daje mi to poczucie sprawstwa a nie winy. Trochę to trwało, ta nauka, ale warto było.
      W tych wszystkich sytuacjach w których cierpię boli mnie tak na prawdę to, że jedni ludzie robią krzywdę innym. Człowiek człowiekowi wilkiem...

      Reklamuje cię, bo na to zasługujesz:):)

      Usuń
  2. Osobiście jestem straszną panikarą i płaczusiem, zwłaszcza jak mnie zaskoczy taka sytuacja!!! Choć odkąd jestem mamą (a co za tym idzie nie pracuję zawodowo), nie przypominam sobie, abym miała powody do stresu :D. Najważniejsze, że przemyślałaś sobie wszystko i wyciągnęłaś odpowiednie wnioski :). Znając życie, w poniedziałek okaże się na pewno, że diabeł nie jest taki straszny :D. Życzę Ci tego serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, strach ma wielkie oczy, a jest tak na prawdę malutki, jak główka od szpilki (miałam kiedyś taki wgląd). Dziękuję za życzenia i cieplutko myślę o tobie (o was):)

      Usuń