niedziela, 7 września 2014

Tydzień Szcześćdziesiąty Pierwszy

A podtytuł brzmi:
          sponsorem dzisiejszego postu jest literka H (CH)...
...ch jako chaos, h jak hałas, itp, itp....
Trwa remont, przez co dwa pokoje zostały przeniesione do trzeciego.
         I zaczął się CHAOS- chodzenie w labiryncie stosów książek i pudeł, mebli, desek, puszek z farbami. śpimy na podłodze, jemy na skrawku stołu, bo na jego reszcie leżą kolejne książki (bosze, ja mam tyle książek?), tu i ówdzie jakieś rzeczy do wyrzucenia, oddania, wywiezienia...
Nie!!!!!!!! Nie ogarniam!!!
          Chaos wkradł się wszędzie, nawet do moich torebek. Nie powiem, nie zawsze mam w nich porządek, ale zawsze wiem, co w nich jest. Od tygodnia już nie wiem. A co ja tam nie mam- katalogi farb, próbniki kolorów, rachunki ze sklepów, jakieś foldery i ulotki, które no nie wiem, skąd się tam wzięły.
          Nie ogarniam! Wystrzeliłam w kosmos. A właściwie to bardzo bardzo jestem w realu.
Moja praca wymaga dużego skupienia, równowagi i pozytywnego nastawienia. Staram się to utrzymywać, ale po powrocie do domu sił starcza mi już tylko na prace fizyczno-budowlane, nie zaglądam więc na bloga swego ani Waszego, sorry, wybaczcie, wkrótce się poprawię.
          Hałas natomiast dobiega od sąsiadów- no mają ludzie hobby, nie powiem, nocne kilkugodzinne awantury to ich specjalność...
          Z tego totalnego zamieszania wyrywają nas na sekundę znajomi, dzwonią i zapraszają- przyjedźcie do Zakopca na weekend, my tam się urlopujemy, mamy wolną kanapę, pobądźcie z nami trochę:)
No to jedziemy. Przybywamy tuż przed godziną ciszy nocnej, ledwo żywi, ale szczęśliwi:)
Śpimy u nich na krzywy ryj, rano budzę się nawet wypoczęta, ryjok mi się uśmiecha na ten widok za oknem:)


          Sił na łażenie po górach nie starcza, tylko na spacer. Korzystam z okazji i dowalam sobie kolejnym choaso-hałasem i ciągnę wszystkich pod Gubałówkę, bo marokańskie laczki chcę sobie kupić, a one tylko tam są (pisałam o nich kiedyś TU), niestety, już ich nie było:(
          W ramach spaceru odwiedziłam na cmentarzu Hasiora, odkrywając ciekawy schowek cmentarny, w sam raz na flaszeczkę:)



          O powrocie do domu z Zakopca to już nie chce mi się pisać, powiem tylko tyle, że nigdy więcej nie wybiorę się do krakowskiej Ikei w niedzielę o 15:00. Nigdy!!!

Ten teks był już napisany tydzień temu, nie umieściłam go jednak na blogu, nie mam pojęcia dlaczego. Tak mną zawładną ten chaos...eh. Wrzucam go dziś, po tygodniu od napisania, odnalazłam go, gdy miałam się zająć tygodniem 62. 
No nic, poczeka na swoją kolej:)


Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



25.08'2014 


26.08'2014 


27.08'2014 


28.08'2014

10 komentarzy:

  1. remontu nie zazdroszczę; wiem, wiem , czasem jest potrzebny ;) ale nie zazdroszczę, dobrze, że wyrwaliście się na weekend to zawsze dodaje energii, zdjęcie z 25.08 jest cudowne! znaczy Ty jesteś cudowna :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Beautiful views! I love the vodka (is it?) in the little nook! you look wonderful too, I adore everything x x x

    OdpowiedzUsuń
  3. Różowości i fiolety z 26. zachwycające! plus czerń z żółcią :-))))

    OdpowiedzUsuń
  4. :D Taterki, kochane Taterki :D!!!
    Kolorowa Izo, pomimo chaosu, który zawładnął Tobą, wyglądasz olśniewająco!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bo chaos to tylko tak myślał, ze mną zawładną, ja przez chwilę też w to uwierzyłam, ale już po nim:)

      Usuń
  5. Fajnie, że potraficie się zresetować w takiej chwili, jak remont. Mam nadzieję, że podładowałaś baterię. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń