wtorek, 31 grudnia 2013

Mój jest ten kawałek podłogi....


          ...Nie mówcie mi więc, co mam robić!!!
(Dla urodzonych po upadku komuny do posłuchania: http://www.youtube.com/watch?v=lqbFWLKjlP4)

          Oto mój kawałek podłogi- kawałek mojego świata, stworzonego po swojemu, do którego wejście zna tak niewielu. Czyli tylu, ilu...
          Świat mój w mieście jest osadzony, śląskim, zielonym, ponoć z ikrą. W wieżowcu, z windą, i przepięknym widokiem na tenże świat. Przy ulicy, niestety, za to w centrum. Coś za coś.
          Lubię to miasto, lubię to miejsce, pisałam o nim choćby TU i TU.

A teraz coś ze środka, kilka fotek, na których widać kawałek mojego świata, mojej podłogi:)

Na zakończenie tego roku życzenia Wam składam, Wam,
 którzy tu zaglądacie, poznajecie mnie, widzicie mnie:

NIECH WAM GWIAZDA POMYŚLNOŚCI 
NIGDY NIE ZAGAŚNIE!!!:):):):):):):)












 


sobota, 28 grudnia 2013

Tydzień Trzydziesty

A podtytuł brzmi:
Igrzyska Śmierci i wędrujące bóle...
          ... Dziś, trzecia nad ranem. Obudził mnie ból. Boli mnie całe ciało, co kilka sekund w innym miejscu. To tzw. grypa jednodniówka, która trwa u mnie trzeci dzień. Pierwszy raz w życiu wzięłam urlop na żądanie, bo nie byłam w stanie iść w piątek do pracy.
Bóle sobie wędrują. To zaboli małżowina uszna, to kolano, to żebro, to coś, co nawet nie wiedziałam, że mieszka w mim ciele, i tak non stop. Gorączka, poty, ogólnie choróbsko. Ale! jest trzecia nad ranem, więc jest niesamowita cisza!!!
          Samochód przejeżdża jeden na minutę (kto o trzeciej nad ranem jeździ po mieście?), karetka na sygnale też tylko raz przejeżdża mi pod oknem, cud jakiś! Sąsiad z dołu w końcu po dwóch dniach imprezowania przeniósł się ze swoją bandą do innej meliny, nie słychać kurw, hujów i innych brzydkich słów.
Nie ma mrozu, więc kaloryfer nie szumi jak wodospad Niagara, gdy odkręcałam go na full. Teraz jest zakręcony.
Nie słychać kąpieli, siku, pokasływań, wody lecącej z kranu, jeżdżącej windy. Cisza. Piękna cisza i wędrujące bóle...
O szóstej już jeżdżą, kichają, trzaskają, gadają..., jak tu zasnąć?
        Myślę o moim bólu. Skąd się wziął? Wg TCM to wniknięcie Wiatru. No tak, wiał ostatnio nieźle, nawet halny coś narozrabiał w Zakopanem, ale nie przypominam sobie, żeby mi coś wniknęło. Przypomina mi się za to zasada 3 dni i 3  miesięcy, która ogólnie mówi, że wniknięty patogen może ujawnić się po trzech dniach lub po trzech miesiącach. Wracam trzy miesiące wstecz. Aha, wiem co wtedy się działo, teraz już mam odpowiedź...
         Próbuję pobyć w wyobraźni, przychodzi mi to z trudem. Wracam na chwilę myślami do filmu, który obejrzałam w święta- Igrzyska Śmierci. Wynudziłam się na nim, nie wciągnął mnie, ponoć druga cześć jest lepsza, ale czy ja chcę to oglądać? Jedyne co mi pozostało po tym filmie to zdanie, które jeden z bohaterów powiedział do drugiego bohatera:
Wiesz jaka rzecz jest silniejsza od strachu? NADZIEJA!
          I nad tymże zdaniem pastwiłam się tak do ósmej, potem poddałam się i wstałam, i powolutku, pomalutku dochodzę do siebie.
A nad zdaniem pastwię się nadal:)
Ała, teraz zabolała nerka...


Zdjęć z tego tygodnia nie ma. Bo święta, bo wolne.
Są inne, z wycieczki krajoznawczo-turystycznej Kudowa/Strzeliniec/Kłodzko.
Tam jest naprawdę pięknie:)





















Zdjęcia - Andrzej R. mąż mój:)
http://yogurt.flog.pl/


wtorek, 24 grudnia 2013

sobota, 21 grudnia 2013

Tydzień Dwudziesty Dziewiąty

 A podtytuł brzmi: 
"Homeland" i rzeźnia z masakrą...
          ...Okien nie umyłam. Poczekają do wiosny. Nie posprzątałam w szafach, nie pomyłam kryształów (nie mam kryształów), nie wytrzepałam dywanów (nie mam dywanów), nie wyprałam firan (nie mam firan).
I nie poszłam do supermarketu po zakupy, bo przecież idą święta. W marketach jest rzeźnia. Tzn. była, nie wiem jak teraz, bo nie chodzę, ale kiedyś na moich oczach  i oczach moich dzieci torturowano ryby, wypruwano im flaki albo żywe wrzucano do reklamówek. Masakra.
          Zamiast realizować powyższy scenariusz, oddałam się w ostatnim tygodniu, w każdym wolnym czasie, oglądaniu serialu Homeland online non stop, który to po amerykańsku straszy terroryzmem i teoriami spiskowymi. Wciągnął mnie, dzięki czemu żyję przez kilka godzin w wirtualnym świecie, nie zważając na zbliżające się święta, które bardzo lubię z racji wolnych dni i graniem w scrabble z rodziną.
           Kapusta już sie ukisiła, warzywa dostarczył hodowca ekobioorganic spod stolicy- narobię pierogów grzybowokapustnych i sałatek jarzynowych tonę, litry barszczu i milonpięćsetstodziewięcset krokietów. 
A, no i największy gar, jaki mam w domu, moczki. I tyle. Wystarczy. 
          Kupię sobie jeszcze Wysokie Obcasy, może książkę "Najciekawsze miejsca w Polsce, które warto zobaczyć", uruchomię płytę Dawida Podsiadło, zapalę świece i lampki na choince, otworzę z mężem wiśniówkę z niewielkiej wytwórni domowych alkoholi i wyśpię się za wszystkie czasy.
          A po świętach będziemy kolędować, jak to przystało na Śląsku, poodwiedzamy znajomych, wódeczkę przyniesiemy, resztki pozjadamy, Stary Rok z szacunkiem pożegnamy.
I pieknie jest, niesfornie bardzo jest...:) 


Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



                                                                         16.12.2013 


17.12.2013  


18.12.2013  


19.12.2013 
Sivka! skoro ty możesz na kolorowo, to ja na szaro też mogę:)


20.12.2013

 




sobota, 14 grudnia 2013

Tydzień Dwudziesty Ósmy

          A podtytuł brzmi:
Czarny wtorek i "Buntownik z wyboru"...
           ... Stres w pracy, któż go nie zna, któż go nie doświadczył? Do mnie przybył znienacka we wtorek- od pleców, niespodziewanie. Zareagowałam "standardowo"- paniką i lękiem oraz obrazami w głowie pt. i co teraz będzie, czyli wszelkie możliwe scenariusze, typu armagedon i masakra piłą mechaniczną V w wersjach hard. No kurwa wystraszyłam się na maksa! Coś zrobiłam nie tak. Ale do dziś nie wiem, czy na pewno to ja zrobiłam coś nie tak, czy to jednak maszyna (typ komputer, podtyp system, na którym pracuję). Może dowiem się w poniedziałek, czekam na wyrok od wtorku.
            Bodziec wywołuje reakcję. Stres wywołał masę reakcji jak z kostkami domina- panika, lęk, obrazy, ciało w napięciu, w nerach ból, nogi z waty, suchość w ustach itp, itd.
           Uspokoiłam się dopiero po obejrzeniu filmu Buntownik z wyboru. Kurde, dobitnie do mnie przemówił. Już w trakcie filmu moja reakcja się zmieniała. Już nie ma paniki i lęku. Zaczęły przemawiać do mnie inne odczucia, które nie mogły od razu się ujawnić, bo tak to już mam- reaguję na pewne sytuacje standardowo, czyli, mówiąc prościej (?) taką mam po protu wyuczoną reakcję.
           Najpierw poczułam bunt. No kurwa jego mać, a kimże wy jesteście, że możecie mną dysponować- moim czasem, moimi umiejętnościami, moją wolnością?
          Potem poczułam ogromną energię współczujących mi ludzi, którzy chcieli mnie wspomóc i przytulić, stało się to przy cudownej scenie z tego filmu- gdy główny bohater i jego przyjaciel, po ciężkiej, fizycznej pracy stoją przy samochodzie, piją jakieś piwo typu sikiweroniki, i ten przyjaciel ma właściwie tylko jedno marzenie- nie, nie wyrwać się z tego zapyziałego miasta i syfu i robić gdzieś karierę i kasę, ale żeby to on (ten główny bohater, obdarzony geniuszem matematycznym) to zrobił! Bo ma talent, za który wszyscy inni daliby się pokroić, a on go w taki głupi sposób marnuje.
           I wtedy ogarnął mnie spokój. Co ma być to będzie. Mam łapki, nóżki, jestem zdrowa, mam co jeść, gdzie spać. Mam przyjaciół. I wspaniałe dzieci. I kochanego męża. I kasę na koncie.
           Nie ma się co wkręcać w umysłowe gierki. Jeśli narozrabiałam- wezmę odpowiedzialność za to, jeśli nie, to już nie będzie mój problem.

          Na zdjęciach nie widać mojego stresu, a to za sprawą fotografki, która za każdym razem, jak robi mi zdjęcie, nie pozwala na smutne miny, często mnie rozśmieszając, nawet nie zdając sobie z tego sprawy:)
Dzięki ci za to Marta:)

Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.

10.12.2013



11.12.2013



12.12.2013


13.12.2013





A tu jeszcze chciałam "zareklamować"  włóczkowe Stwory&Potwory Sivki.
Zobaczcie, jakie cuda robi: SIVKA


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Tydzień Dwudziesty Siódmy

Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



 02.12.2013


03.12.2013 


04.12.2013 


05.12.2013 


06.12.2013





I WOKÓŁSZYJNIK- do noszenia, do kupienia:) tu: WOKÓŁSZYJNIKI


Turkusowo/zielnkawy



Indygo II

niedziela, 8 grudnia 2013

I jak to się ma do naszych oczekiwań...

           Od kilku lat organizuję u siebie w Akademii AWRO FESTIVAL ZMYSŁÓW (o nim trochę TU)

            Wizja była taka: jest miejsce, które można wykorzystać na pokazanie różnych pasji, talentów i pomysłów, jakie ludzie realizują w swoim życiu, by inni mogli je zobaczyć, podziwiać, docenić, dotknąć, posmakować, by ich twórcy poczuli, że to co robią, przynosi obopólną korzyść. Została ona spełniona już po raz czwarty, jeśli chodzi o czas świąteczny.

            Dodatkowo wszyscy mieliśmy pewne oczekiwania- reklama, sprzedaż, zarobek.
Bo żeby coś stworzyć (ugotować, upiec, wydziergać, namalować, uszyć, etc, etc) trzeba za coś kupić składniki, z których stworzy się te cudowności, wonności, piękności, po za tym spędzi się mnóstwo czasu na ich tworzenie (dla wielu z nas jest to czas bardzo przyjemny), niejednokrotnie okupionego dodatkowo oparzeniem, bólem rąk, karku, dupy, oczu...
Oczekiwania nie spełniły się tak, jak oczekiwaliśmy. Bo trochę zabrakło tych, co to mieli podziwiać, posmakować, itd. 
Bo wiatr wiał. Bo zimno było. Bo nie w centrum. Bo na piętrze. Bo daleko. Bo nie o tej godzinie. Bo...

           Ale! 
Stało się coś innego, może bardziej wartościowego i pięknego, niż spełnione oczekiwania.

           Doceniłyśmy siebie nawzajem, wymyśliłyśmy dalszy ciąg Festivalu, poznałyśmy się i wsparłyśmy w dalszym tworzeniu i działaniu.

I dla mnie ten Festival jest WYJĄTKOWY. Ważny dla mojej duszy i dla mojej twórczości.
Jestem usatysa, ha, ha, ha:)










 ==============================================



 





==========================================










 ==========================================













===========================================






 =============================================






                          =========================================

TORNADO POMYSŁÓW








 ============================================







=========================================