Posty

ROWER! TO JEST TO!

Obraz
Jest niedziela, dzień wypoczynku... Wsiadamy z mężem na rowery i po kilkunastu minutach od miejsca naszego domku jesteśmy już poza miastem. Jeździmy sobie po polach i lasach, bez pośpiechu, spokojnie. Co rusz naszym oczom ukazują się nowe widoki. To różnozielone pola zbóż, w których rosną chabry, za chwilę pole ziemniaków, które kwitną teraz na biało. Czuć zapach skoszonej trawy i ziół. Słyszymy śpiew skowronka, szum liści i traw. Gdzieś daleko pieje kogut. Nie spotykamy żadnego podobnego do nas, ewentualnie mija nas czasem jakiś samochód. Sielana... Czasami jedziemy przez wsie, dzielnice domków, osiedla. Przy domach wypielęgnowane ogrody pełne kwiatów, drzew owocowych, ławeczki i huśtawki. Nagle wjeżdżamy w odpust- kolorowe stragany, pełne chińskiego badziewia, ogólny rozgardiasz, tłum i hałas. Uciekamy stamtąd szybciutko. Wjeżdżamy w boczną uliczkę i na wysokości mniej więcej Raszowskiej górki rozpostarł się przed nami widok, który zaparł nam dech w piersiach- widać był...

PRZYCIĄGNĄŁ ICH DO MNIE KOLOR MEJ CHUSTY

Obraz
      Dziś ostatni dzień na kupienie pamiątek, więc wybrałam się na Krupówki. Sklepów, straganów, budek- mnóstwo, Ludzi też. Pogoda jednak dopisuje, nie zwracam już uwagi na tłum i hałas, siadam sobie na dole Krupówek w malutkiej, acz bardzo popularnej kawiarni, na tarasiku. Cappuccino i kremówka- oto mi właśnie chodziło.       Siedzę sobie sama przy stoliku, obserwuję potok przepływających głosów, kolorów, dźwięków. Uśmiecham się do siebie i do ludzi. Podchodzi do mnie pani. Pyta, czy nie przeszkadza? Zapraszam ją do stolika, ona chętnie siada i mówi do mnie wierszem. Okazuje się, że pisze fraszki, sentencje, dwuwiersze, a nawet spoty reklamowe. Daje mi broszurkę ze swoimi dziełami. Okazuje się, że pani jest z Suszca, jest tu u swojej koleżanki i korzysta z okazji, by sprzedawać turystom swoje broszurki. Miło nam się rozmawia, wymieniamy się telefonami, obiecujemy sobie, że już na Śląsku na pewno się spotkamy. Na koniec mówi mi, że odwa...

MAROKAŃSKIE BUTY POD GUBAŁÓWKĄ

Obraz
     Dziś od rana jest cudowna, letnia pogoda. No tak, przecież zaczęło się astronomiczne lato. Korzystając z wolnego czasu udałam się na spacer w celu zakupienia biletu powrotnego do domu.       Koleżanka, która mi towarzyszyła, zna Zakopane jak własną kieszeń, więc zabrała mnie na słynne targowisko pod Gubałówką.       A tam- mnóstwo kolorów!!! Chusty, korale, torebki, rozmaite pierdołki- wszystko wzorzyste i kolorowe! Głowa nie nadążała za oczami, które ciągle zauważały coś ciekawego.      Na końcu tego targowiska próżności znalazłyśmy się przy stoisku z marokańskimi pantoflami.            Aż nas zatkało z wrażenia- nawet nie chodzi o fason tylko właśnie o kolory. Turkus, fuksja, seledyn, oranż, jezychryste, coś pięknego! Żałowałam, że nie miałam ze sobą aparatu. Cena była do przełknięcia, tym bardziej, że pantofelki są ręcznie robione i z mięk...

GOTOWANIE JEST FAJNE!!!

Obraz
       Uwielbiam gotować! I mam ku temu sposobność, dzięki temu, że jestem w takim wspaniałym miejscu- piękny dom, okolica, góry. Za oknem "mojej" kuchni jest zielono, dużo drzew, łąka..., przyjemnie kroi się warzywa z takim widokiem!      W brytfannie dusi się marchew, tym razem to nie porostu marchewka na gęsto, ale słupki oblepione przyprawami i musztardą. Zapach, który roznosi się po domu, przyciągnął do kuchni ekipę wspomagającą obóz- masażyści, joginka, pan "złota rączka". Pytają, co w garach piszczy, a ja częstuję ich kawą gotowaną wg 5 Przemian- są zadziwieni jej smakiem! Delektując się nią opowiadają o sobie, pytają, czym się na co dzień zajmuję, skąd jestem.      Kuchnia to niesamowicie magiczne miejsce. Chce się nam tam tak siedzieć i gadać, ale zaraz wrócą z gór obozowicze, więc czas wracać do swoich obowiązków. Każdy robi to z wielką ochotą i pasją.       A wieczorem znowu zejdziemy...

ZWIEDZAM...

Obraz
Tak dziś popołudniu widziałam świat:

ZAKOPANE- TŁUM LUDZI I BAR MLECZNY

Obraz
         Zakopane..., nie byłam tutaj 22 lata..., a teraz jestem, chodzę po Krupówkach, robię zdjęcia, zaznajamiam się z okolicą. To tylko dzisiaj, bo jutro zaczynam gotować dla grupy, która przyjedzie dać sobie wycisk ( http://dajsobiewycisk.pl) .       Krupówki- mnóstwo ludzi, mnóstwo knajp głównie z mięsiwem, sklepów, Janosików zdjęciowych i grajków-srajków, co puszczają muzykę z magnetofonu (?), by jakiś badziew podskakiwał do rytmu.       Zgłodniała do granic możliwości szukałam czegoś zdrowego, wegetariańskiego, niestety, po półgodzinie poddałam się i kupiłam sobie obwarzanka. Usiadłam na ławce, bo tłum mnie zmęczył, ale nie dało się długo wysiedzieć, bo z każdej strony hałas. Poszłam sobie w jakąś boczną uliczkę i... odkryłam BAR MLECZNY! Łał! Pierogi wszelkiej maści, zupy, kasza gryczana... Zamówiłam sobie ruskie pierogi, prosząc panią, by nie okraszała mi słoninką tylko masłem, nie...

ŁANDERFUL DEJ

Obraz
     To był cudowny dzień... Odwiedziłam miasto mojego dzieciństwa- Tychy. Tam mieszkała ś.p. moja kochana babcia, do której przyjeżdżałam na cudowne, pełne miłości i swobody wakacje. Tym razem przyjechałam na ślub koleżanki, znamy się jeszcze z dzieciństwa, bawiłyśmy się na jednym podwórku, chodziłyśmy do tego samego liceum. Wychodziła za mąż- za swojego ukochanego...:) Piękny dzień- środek roku, środek miesiąca, środek dnia (12:00). Dużo gości, kwiaty, szampan, a końcówka ślubu tak trochę po amerykańsku- wsiedli do auta i pojechali w siną dal:)      Korzystając z wolnego (sama sobie go dałam), wracając do domu wstąpiłam do Anki Skakanki. Ma piękny, bujny, półdziki ogród, w którym przyjemnie można spędzić kilka chwil. Siedziałyśmy na huśtawce i przy kojącym śpiewie ptaków piłyśmy wodę z cytryną i esencją różaną, rozmawiając o Wielkich Sprawach tego Świata.      To był cudowny dzień... ale to jeszcze nie koniec. Bo jak wró...