sobota, 31 stycznia 2015

MANUFAKTURA ZMYSŁÓW



          Pierwszym Impulsem, który był zalążkiem kolejnych, składających się, jak puzzle, w obraz, który chcę wam tu opisać, było otrzymanie zaproszenia przez koleżankę na warsztaty pracy z ciałem przez taniec.
          Bez wahania natychmiast się zapisałam, zapłaciłam i czekałam cierpliwie na ten dzień.

          Prowadząca Agnieszka przywitała kilkanaście kobiet cytatem, który każda otrzymała na specjalnym papierze- by dłużej mógł nam towarzyszyć.
         Był Impulsem do zapoczątkowania spotkania, do odkrycia kawałka siebie, do zakiełkowania więzi, dzięki której mogłyśmy poczuć się na tych warsztatach bezpiecznie.

           Cytat brzmi tak:
           "Gdy pojawi się nowy ruch w Twoim ciele, z dużym prawdopodobieństwem pojawi się także nowy ruch w Twoim życiu"


 
          Motywem przewodnim tych warsztatów był IMPULS.
 
Poruszał. Budził. Drażnił. 
Dotykał. Puszczał. 
Odpuszczał. Wirował. 
Tańczył. Wyzwalał. 
Wzbudzał.



          Impulsem był dotyk. Dotyk gołych stóp zimnej podłogi. Przeszywał mnie chłód, gilgotał wnętrzności, zamykał pory. Spowodował ruch. Spontaniczny. Za ruchem poszło ciało. Zatańczyło swój własny taniec, radując się z przejęcia władzy- umysł odcięty!



          Impulsem był dźwięk. Rytm płynący z muzyki, z połączenia instrumentów i głosów. Zawładnął nogami, rękami, miednicą. Za tym poszła głowa, piersi, kręgosłup. Poczułam się z powrotem mała Izą, która, mając kilka lat przebierała się w sukienki i korale babci i tańczyła wariackie pląsy. Bez blokad, bez krytyka, bez wstydu.


         
          Impulsem był zapach. Prowadząca pachniała paczulą, którą niedawno przypadkowo odkryłam. Kojarzy mi się z ciepłem, kobiecą energią, duchowością. Chwilami impuls podrażniał nos- a za tym poszła wyobraźnia, która rozbudzała obrazy i emocje. Czułam przypływ radości, która rozchodziła się miękko po ciele, rozświetlając jego mroki.



          Impulsem był smak. Czarna, gorąca herbata, bez żadnych dodatków- smakowała wybornie, inaczej, niż kiedykolwiek. A ja nie lubię zwykłej czarnej herbaty. Ale dzisiaj była napojem bogów.



          Impulsem było spojrzenie. Na siebie, na innych, na zewnątrz i do wewnątrz. Za oknem słońce rozświetliło biały świat, a jego energia zaczęła krążyć w żyłach i meridianach. Ciało stało się ciepłe, świetliste, piękne.


          Całe to spotkanie okazało się kolejnym Impulsem, dla każdej z nas innym, do zrobienia następnego kroku. Kroku w stronę odkrycia swoich pragnień, do zapoczątkowania czegoś nowego, do zamknięcia czegoś starego, do zmiany czegoś zastałego, do stanięcia twarzą w twarz ze swoimi potrzebami.
          Stał się też zalążkiem nowych znajomości, nowych postanowień i nowych odkryć.

A za tym wszystkim pójdą kolejne Impulsy, nadające memu życiu nowy ruch.
 
          Dziękuję ci za to Agnieszko z całego serca:) Jak i całej bandzie kobitek, która razem ze mną przeżywała Impulsy płynące pośród nas:)

p.s. Warsztat prowadziła rybniczanka AGNIESZKA ZYGMONT z MANUFAKTURY ZMYSŁÓW




piątek, 30 stycznia 2015

Tydzień Osiemdziesiąty Trzeci

A podtytuł brzmi:
   CEBULA...
           ...wciąż za mną chodzi:)
          Taka zupa cebulowa na przykład, mmmmmmmmmmmm- kocham, kocham, kocham!! (przepis poniżej).
          Albo domowa pizza z mąki orkiszowej z farszem cebulowym, mmmmmmm- kocham, kocham, kocham!! Sekret pyszności tej pizzy jest w tym, że cebulę pokrojoną w piórka dusi się na maśle z przyprawą curry. Nie dodaje się już innych przypraw typu włoskiego. Same curry, pieprz i sól.
          Lubię też cebulę pieczoną w piekarniku, pokrojoną w ćwiartki, posypaną odrobiną majeranku i soli ziołowej.
          Lubię ją w zupie- gotuje się w całości, potem jedyna w rodzinie taką cebulę zjadam z zupą:) (niektórzy krzywią się na ten widok:)
          Jak dzieci były małe to robiłam im na przeziębienia/kaszel syrop z cebuli.
W surówkach ją lubię. 
Sos cebulowy też jest dobry.
Cebula, cebula, cebula...
         A wy, macie coś ulubionego z cebuli? Podzielcie się:)



 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 

26.01.2015


 27.01.2015


 28.01.2015


  29.01.2015


 30.01.2015



A te cudne dzieła wykonała pani EWA MILLER






 ============================================

I przepis a na ZUPĘ CEBULOWĄ


          Zupę tę po raz pierwszy zrobiłam prawie 20 lat temu, dzięki programowi I Telewizji Polskiej, gdzie wczesnym południem był emitowany program "Gotowanie na ekranie". W tym właśnie programie była owa zupa cebulowa. 
          Jest super! Rozgrzewa i smakuje wybornie:) Ja ją trochę zmodyfikowałam, by była zgodna z zasadami 5 Przemian:




SKŁADNIKI:
- 1/4 kostki masła lub ghee
- 6 dużych cebul
- 6 kromek razowego, najlepiej żytniego, chleba pokrojonego w kostkę i na suchej patelni podpieczonego
- 2 cm tartego imbiru lub 1 łyżeczka suszonego, 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej, 1 łyżeczkę curry, 6 goździków (1 na 1 cebulę), pieprz, sól
- 1/2 łyżeczki kozieradki
- 3-4 litry wywaru warzywnego
grzanki, ewentualnie ser żółty dojrzewający



Gotujemy:
O- stawiamy kilku litrowy garnek na gaz
Z- wrzucamy masło, stapiamy
M- dodajemy pokrojoną byle jak cebulę, chwilkę ja smażymy, potem z pięć minut dusimy pod przykryciem; po tym czasie dodajemy imbir, curry, gałkę, goździki, pieprz,
W- sól i 3-4 litry zimnego wywaru
doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień
D- dodajemy kilka kropel cytryny
O- podprażony chlebek i kozieradkę
i gotujemy ok 30-40 minut pod przykryciem na małym ogniu.

Gdy cebula będzie miękka i chlebek się rozpadnie zupkę przecieramy przez sito. Nie miksujcie jej, bo wtedy nie czuć małych grudek cebulki.
Po przetarciu można ją dosmaczyć, ale pamiętajcie o kolejności dodawania przypraw!

Podajemy w miseczkach, na wierzch kładziemy grzaneczki, ewentualnie posypujemy serem, chwilkę można zagrzać wtedy zupkę w piekarniku, by ser się stopił.

Ta zupa ma wyjątkowy smak, rozgrzewa, syci, przeczyszcza jelita ze złogów.
Smacznego!!!





niedziela, 25 stycznia 2015

Tam tam tam- bęben mam:)

          Przyroda nie lubi pustki. A taka mi się zrobiła, gdy AWRO  zamknęłam, kryminały wszystkie przeczytałam, popołudniami czasami robić nic nie musiałam.
          Ja też nie lubię pustki. Wprawdzie lubię i umiem się lenić, umiem się nudzić. Ale do czasu...
Popołudnia często WOKÓŁSZYJNIKI kręcę, to moje hobby. Kręcę je tak długo, aż dłonie nie wytrzymują. I tak do następnego razu.
          Teraz dłonie dostaną kolejny wycisk.

          Niedziela rano. Piękna zima mnie wita za oknem, taka cisza przyjemna się zrobiła, jak na miasto aż niemożliwa...
          Oglądam świat w cieple pokoju, a myśli mi uciekają- doczekać się nie mogę, już, już bym chciała tam być, zobaczyć, dotknąć, zagrać.
          I pojechałam. Rzut beretem od domu mieszka Grzegorz (BĘBNY GRZEGORZA), który zna się na tych rzeczach i przywiozłam wypieszczone przez niego od początku do końca (tak właściwie dla mnie) to cudo- ciężkie, nowiusienieńkie DJEMBE!!!

           Nie będzie to stoliczek do kawy ani gadżet do postawienia w kącie pokoju. Ja będę na nim grać!
          Ja już na nim gram! Ależ on ma dźwięk!!! Przechodzi przez dłonie, rozchodzi się po ciele i wprawia w trans..., aż się gubię w rytmach, zielona na razie z nich jestem, uczyć mi się więc teraz przyszło, a sąsiadom współczuję, trochę przez jakiś czas pocierpią:). 

          Dobrze, że na siłownię wróciłam, uda trza ćwiczyć w trzymaniu, no i ręce w graniu (o graniu na bębnach pisałam TU)

Chwalę się więc nim, specjalnie mini sesyjkę zrobiwszy, ukazuję tu wam mnie i go:


























piątek, 23 stycznia 2015

Tydzień Osiemdziesiąty Drugi

A podtytuł brzmi:
   "Sex in the city"...
           ...to jedyny serial, który mogę oglądać na okrągło, kiedy tylko się da. Nie jestem jego psychofanką, nie wiem, jak w rzeczywistości nazywają się główne bohaterki, no może oprócz Sary J. Parker, którą poza tym serialem nie lubię. Za to lubię migawki miasta, które chciałabym zobaczyć na żywo... To marzenie czaka na spełnienie. Czeka, bo jak się ma spełnić, to się spełni:)


 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
 
 19.01.2015


20.01.2015 


21.01.2015 


22.01.2015 


23.01.2015




Żółty za mną chodzi:)




NOWOŚCI:)- do kupienia, do noszenia:)

Więcej tu:
http://izaraj.wix.com/wokolszyjniki
 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dzisiaj


  • ponoć dzisiaj jest blue mondey. nic o nim nie wiedziałam, dzisiaj mąż mnie uświadomił. że niby najgorszy dzień w roku, wg wyliczeń jakiegoś matematyka. ale dlaczego nazywa się blue a nie black?
  • dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia:)
  • dzisiaj jest dzień który dała nam pan. weselmy się i radujmy się w nim.
  • dzisiaj bije mi do łepy- to ze szczęścia! 
Bo dziś spełniło się jedno z moich życzeń urodzinowych. 
Wszystkim, którzy życzyli mi spełnienia marzeń- DZIĘKUJĘ:)


Moje szczęscie ukraszę zdjęciami, które zrobili mi dwaj mężczyźni w trakcie dorocznej konferencji firmowej:

zawodowy fotograf Karol: http://karolmierzejewski.com









oraz mąż Andrzej http://yogurt.flog.pl/


















piątek, 16 stycznia 2015

Tydzień Osiemdziesiąty Pierwszy

A podtytuł brzmi:
   WIOSNA!..
...wiosna panie sierżancie!!
           Ależ pięknie jest teraz, w styczniu, w jego połowie! Jakby to był marzec! Tak mnie to słońce i śpiewające ptaszki nastroiły, że aż górę bloga w inne zdjęcie przemieniłam, bo tak mi się ciepłożółto na duszy zrobiło:)
           Ostatnio żółty kolor za mną łazi i prześladuje mnie. A to LEMON gra w radiu, a to słońce na ścianie w sypialni ociepla kolor ściany, a to prezentem urodzinowym jest (będzie- muszę poczekać 4 tygodnie, aż przyleci) żółta bransoleta do zegarka, a to żółte tulipany wręczone mi zostały na 45 birthday. Marzą mi się żółte spodnie typu skiny. Są gdzieś takie do kupienia?



 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


14.01.2015


15.01.2015 


16.01.2015



Skórzany pasek, nowy nabytek:)


środa, 14 stycznia 2015

Tydzień Osiemdziesiąty

A podtytuł brzmi:
   CZASU NIE OGARNIAM..
...ale tak jak pisałam, płynę z prądem.
           Nawarstwiło się ostatnio rożnych wydarzeń, raczej tych z czarną barwą, stąd moja absencja tutajże, również zdjęciowa.
          Cóż, powtarzam sobie moją mantrę: WSZYSTKO MIJA, NAWET NAJDŁUŻSZA ŻMIJA...
Eh...:(


 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
07.01.2015 


08.01.2015
 

sobota, 3 stycznia 2015

Tydzień Siedemdziesiąty Dziewiąty

A podtytuł brzmi:
  NIE MAM POSTANOWIEŃ NOWOROCZNYCH...
...niech życie płynie swoim trybem, ja się dostosuję:)




 Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
 
 29.12.2014


 30.12.2014


 02.12.2014