niedziela, 28 września 2014

Tydzień Sześćdziesiąty Piąty

A podtytuł brzmi:
     utarte ścieżki...
...które ostatnio nagminnie omijałam:)
A było warto!
          Choćby dlatego, że idąc pierwszy raz nową drogą z pracy do domu spotkałam osobę, którą nie widziałam z 10 lat i to spotkanie było bardzo radosne:)
          Albo dlatego, że odkryłam na nowo miasto, w którym mieszkam ponad 20 lat, i które obeszłam wzdłuż i wszerz z trylion razy, a okazało się, że są jeszcze takie miejsca, które widziałam na dzisiejszym spacerze po raz pierwszy!
           Albo dzisiaj, niedziela, z powodu "pełnej chaty" (dzieci się zjechały) poruszanie po domu było trochę utrudnione (dzieci wróciły baaaaaardzo późno i musiały odespać), więc śniadanie jedliśmy w sypialni, łącznie z kawą i ciastem, leżąc w piżamach i czytając książki:)
          Ależ to było inne, niż codzienność i rutyna, takie odświeżające umysł i duszę:) Fajnie:)



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


23.09.2014


24.09.2014 


25.09.2014 


26.09.2014

poniedziałek, 22 września 2014

Tydzień Sześćdziesiąty Czwarty

A podtytuł brzmi:
     i co tu ubrać na taką imprezę?...
...czyli doroczny zjazd firmowy, na którym obowiązują eleganckie stroje...
          Boże, cały zeszły tydzień, jak tylko miałam chwilę czasu, łaziłam po sklepach, bo chciałam kupić sobie jakąś kieckę, coby elegancka była i jeszcze na inne takie tam się przydała. Nie cierpię sieciówek, więc tam nie byłam, a w reszcie sklepów ręce mi opadały, bo nic a nic mi nie odpowiadało. Nie pamiętam, kiedy tyle się sukienek naprzymierzałam:(
           No i nie kupiłam żadnej. Więc włożyłam dyżurną czarną, lnianą, dodatki mnie pokolorowały i stwierdzam, że wyglądałam w sam raz (tzn. pięknie:)



          Impreza odbywała się w Czechach. Dojazd stąd tam trwał 3 godziny, z czego 2/3 czasu jechało się przez Czechy. Wiecie, jak tam jest pięknie!! Całą drogą mijaliśmy przepiękne okoliczności przyrody! Przy drodze brak reklam, widoki sielankowe, a jak niewiele aut na drogach! Ile tam jest atrakcji turystycznych na metr kwadratowy, to się w głowie nie mieści! Muszę tam wybrać się kiedyś na dłużej:)


Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


16.09.2014


17.09.2014 


18.09.2014 


19.09.2014



niedziela, 14 września 2014

Tydzień Sześćdziesiąty Trzeci

A podtytuł brzmi:
     "Kroniki portowe"...
...film, który wiele wiele lat temu, gdy go oglądałam, płakałam. Miałam wtedy etap utożsamiania się z bohaterami dramatów psychologicznych, bohaterów skrzywdzonych, zwichrowanych, pogubionych, smutnych, z ich życiem do dupy... Chodziłam co tydzień namiętnie (?) na DKF karmić się tymi emocjami, zalewać nimi swą udręczoną duszę i maltretować swój umysł.
          Aż któregoś dnia czara się przelała (niekoniecznie przez filmy, ale były one jednym z puzzli, które pasowały do mojego życiowego pejzażu). Więcej przyjąć tego syfu nie mogłam. Odwróciłam wtedy moje myślenie do góry nogami. Zaczęła się nowa Droga. Trwa do dziś:)
          Wczoraj właściwie z zaciekawieniem zaczęłam oglądać ten film- ciekawość dotyczyła moich nań reakcji.
          I co? Zobaczyłam w tym filmie piękne pejzaże, usłyszałam mądre zdania, poczułam siłę płynącą z prostych uczuć (fragment, jak grupa przyjaciół rąbie na kawałki dopiero co zbudowaną łódź, którym  miał odpłynąć ich kolega, był na prawdę wzruszający!).
Reasumując, film miał dla mnie bardzo pozytywny wydźwięk, co utwierdza mnie w tym, że moja droga zmian idzie wciąż w dobrym kierunku, czego i wam życzę:)

Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
 
 
 08.09.2014 


09.09.2014 


10.09.2014 


11.09.2014 


12.09.2014
 

piątek, 12 września 2014

Tydzień Szcześćdziesiąty Drugi

A podtytuł brzmi:
       znowu o tydzień spóźniony post...
...ale to dlatego, że to była tzw. ostatnia prosta.
            W głowie miałam ułożoną treść, tylko zdjęcia nie obrobione (?). Miałam nadzieję wyrwać choć chwilkę, by siąść na dupie i to zrobić- niestety, nie udało się. Dopiero dzisiaj, teraz, gdy zwolniłam się wcześniej z pracy, mam kilka minut, by go w końcu zrobić.
             Treść wyleciała mi z głowy, jedno zdjęcie się nie zapisało. Trudno. Będzie jak poniżej:)

Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



01.09.2014 


03.09.2014 


04.09.2014 


05.09.2014


niedziela, 7 września 2014

Tydzień Szcześćdziesiąty Pierwszy

A podtytuł brzmi:
          sponsorem dzisiejszego postu jest literka H (CH)...
...ch jako chaos, h jak hałas, itp, itp....
Trwa remont, przez co dwa pokoje zostały przeniesione do trzeciego.
         I zaczął się CHAOS- chodzenie w labiryncie stosów książek i pudeł, mebli, desek, puszek z farbami. śpimy na podłodze, jemy na skrawku stołu, bo na jego reszcie leżą kolejne książki (bosze, ja mam tyle książek?), tu i ówdzie jakieś rzeczy do wyrzucenia, oddania, wywiezienia...
Nie!!!!!!!! Nie ogarniam!!!
          Chaos wkradł się wszędzie, nawet do moich torebek. Nie powiem, nie zawsze mam w nich porządek, ale zawsze wiem, co w nich jest. Od tygodnia już nie wiem. A co ja tam nie mam- katalogi farb, próbniki kolorów, rachunki ze sklepów, jakieś foldery i ulotki, które no nie wiem, skąd się tam wzięły.
          Nie ogarniam! Wystrzeliłam w kosmos. A właściwie to bardzo bardzo jestem w realu.
Moja praca wymaga dużego skupienia, równowagi i pozytywnego nastawienia. Staram się to utrzymywać, ale po powrocie do domu sił starcza mi już tylko na prace fizyczno-budowlane, nie zaglądam więc na bloga swego ani Waszego, sorry, wybaczcie, wkrótce się poprawię.
          Hałas natomiast dobiega od sąsiadów- no mają ludzie hobby, nie powiem, nocne kilkugodzinne awantury to ich specjalność...
          Z tego totalnego zamieszania wyrywają nas na sekundę znajomi, dzwonią i zapraszają- przyjedźcie do Zakopca na weekend, my tam się urlopujemy, mamy wolną kanapę, pobądźcie z nami trochę:)
No to jedziemy. Przybywamy tuż przed godziną ciszy nocnej, ledwo żywi, ale szczęśliwi:)
Śpimy u nich na krzywy ryj, rano budzę się nawet wypoczęta, ryjok mi się uśmiecha na ten widok za oknem:)


          Sił na łażenie po górach nie starcza, tylko na spacer. Korzystam z okazji i dowalam sobie kolejnym choaso-hałasem i ciągnę wszystkich pod Gubałówkę, bo marokańskie laczki chcę sobie kupić, a one tylko tam są (pisałam o nich kiedyś TU), niestety, już ich nie było:(
          W ramach spaceru odwiedziłam na cmentarzu Hasiora, odkrywając ciekawy schowek cmentarny, w sam raz na flaszeczkę:)



          O powrocie do domu z Zakopca to już nie chce mi się pisać, powiem tylko tyle, że nigdy więcej nie wybiorę się do krakowskiej Ikei w niedzielę o 15:00. Nigdy!!!

Ten teks był już napisany tydzień temu, nie umieściłam go jednak na blogu, nie mam pojęcia dlaczego. Tak mną zawładną ten chaos...eh. Wrzucam go dziś, po tygodniu od napisania, odnalazłam go, gdy miałam się zająć tygodniem 62. 
No nic, poczeka na swoją kolej:)


Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



25.08'2014 


26.08'2014 


27.08'2014 


28.08'2014

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...