piątek, 28 lutego 2014

Tydzień Trzydziesty Siódmy

A podtytuł brzmi:
          Piąteczeniunieczek i Coldplay...
...odkąd pracuję jak typowa biurwa, od poniedziałku do piątku, to... uwielbiam piątek! Bo przede mną 2 i pół dnia wolnego. Lubię tak. Wcześniej pracowałam w weekendy i światkipiątkiniedziele, co nie zawsze znośne było.
          Uwielbiam spędzać piątki tak, jak dzisiaj- słuchając muzyki. Z różnych źródeł- z winyli, radia, telewizji, komputera. Ostatnio słucham z telewizji- włączam MTV/RBL/VHR i tym podobne niestety badziewia po to, by posłuchać, co w trawie piszczy, a właściwie gra.
I jest tam tego mnóstwo, w większości nie trawię, ale zdarzają się perełki.
            A dziś! A dziś wracam później z pracy niż zwykle (tak, wiem, bógmiwdzieciachwynagrodzi:), męża niet, cisza i ciemność w chacie, to włączam te pudło, żeby mi zagrało.
No i gra! co? COLDPLAY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jesu, uwielbiam tą muzę, zaraziłam tym własne dzieci, jedno z nich na koncerty jeździło, by ich posłuchać i matce w słuchawce telefonu na żywo puszczać, ech, kochany syn::):)
Od 40 minut grają. Nie wytrzymuję, puszczam muzę na cały karpentel, piszę posta w przerwach na reklamy, bo między reklamami tańczę, jak poparzona, na boso, bo podkolanówki mi się potargały, do kosza z nimi. Ale mi się chce tańczyć!!!
COLDPLAY....
          Pewnego razu, jakieś kilka lat temu, oglądając Kryminalne Zagadki Nowego Yorku zrobiło mi się gorąco, gdy zadzwonił w jednym z odcinków telefon jednemu z głównych bohaterów, a ding tego dzwonka był gitarowym motywem przewodnim utworu TALK ( którego przed chwilą wytańczyłam:).
Uwielbiam ten utwór i uwielbiam ten serial m.in. z sentymentu do NY (a propos NY: polecam:)-


Nie ma piosenki, której bym nie słuchała. Każdą, zawsze, gdziekolwiek.
Ale mnie energia rozpiera, co za wieczór!!!!!!
 Wracam do tańców, co i Wam polecam:)



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.



24.02'14 


25.02'14 


26.02'14 


27.02'14 


28.02'14






WOKÓŁSZYJNIK  -do noszenia, do kupienia:)





czwartek, 20 lutego 2014

Tydzień Trzydziesty Szósty

A podtytuł brzmi:
          Wszystko, co Cię spotyka, może być nagrodą albo karą...
...to zależy tylko od Ciebie.

          Rozwijam:
jednym z moich pierwszych ćwiczeń umysłowych (o których będzie w następnym poście:), które miały zmienić mój nawyk negatywnego myślenia, było patrzenie na każde, dosłownie KAŻDE wydarzenie w życiu, jako nagroda.
           Było ciężko. Bo jak tu uznać, że spotkała mnie nagroda, gdy zbliaża się termin opłaty zusu, a ja nawet nie mam co włożyć do gara. Nic, tylko się załamać, ewentualnie upić. Więc ćwiczę się zawzięcie w myśleniu, że to nagroda mnie spotyka, że brak kasy jest dla mnie darem z niebios. Myślałam, że mnie rozerwie, ale nie poddałam się. I stało się. Wpadłam (?) na fantastyczny pomysł, jak zarobić kaskę, chociaż ciutciut, skoro na tym, co robiłam do tej pory, nie zarabiam. I udało się! Nie, nie zarobiłam kokosów, nie stałam się milionerką. Stałam się twórczą osobą, a sukces w postaci kilkudziesięciu złotych w portfelu utwierdził mnie w przekonaniu, że warto. Warto myśleć pozytywnie pomimo mojego zacięcia i głupiego uporu. Robiłam m.in. TO

          W następnym poście zaproszę Was do poćwiczenia swojego umysłu i już jestem ciekawa, jak do tego podejdziecie i jakie będą tego efekty:):)

          A tu zdjęcia z tego tygodnia, który baaaardzo obfitował w nagrody od losu, choćby takie, które groziło mi wylaniem z pracy..., ale wyszło mi to na dobre, w końcu to przecież nagroda mnie spotkała, więc zmieniło to moją perspektywę i spojrzenie na pewne zdarzenia przyniosły same korzyści.
Czego i Wam, kochani życzę:)



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.
17.02'14 


18.02'14 


19.02'14




W tym tygodniu ze mną były:




1,3- naszyjnik- WOKÓŁSZYJNIKI
2- naszyjnik- TinyArt
  4- rajstopy Gatta
5- torba- ORGANICBYNATURE
6- bransoletka- EwaMillerRękodzieło


WOKÓŁSZYJNIK  -do noszenia, do kupienia:)  

wtorek, 18 lutego 2014

Zasada i Intuicja

Już sam tytuł mówi o tym, co będzie w tym poście- o Yin i Yang...
          Yin i Yang są wyrazami określającymi dwa stany jednej rzeczy, dwie strony medalu, dwa końce na kiju.
Każda strona medalu i każdy koniec kija należy do jednej rzeczy.
Dzień i noc to doba, wysoki i niski to wielkość, gorący i zimny to moc odczucia...
Cały nasz Wszechświat działa na zasadzie Yin/Yang.
          Pierwszy raz dowiedziałam się o tym z książki. Longlongtajmegoł przeczytam dziwnie brzmiące teorie, które zrobiły zamieszanie w moim postrzeganiu świata. Do tego momentu był prostoliniowy, od tegoż momentu był już przynajmniej dwutorowy.
          Najpierw przeczytałam o zasadach, które rządzą na każdej płaszczyźnie życia. Potem to zaczęłam obserwować, a potem intuicyjnie dostrzegać. Tak więc najpierw była Zasada, potem Intuicja.
Ta dwubiegunowość jest dla mnie najistotniejszym odkryciem, jaki w życiu doświadczyłam. Bo dzięki temu wiele rozumiem, dostrzegam i doświadczam.
          Skoro mowa o wszystkich aspektach, to i Yin/Yang tyczy się również jedzenia.
Każdy produkt, który jesteśmy w stanie spożyć, ma swoją energetykę, tzn., że po jego zjedzeniu uwolni się z niego energia, która będzie nas grzała lub ziębiła.
          Przykład: owoce egzotyczne- zazwyczaj rosną w klimacie gorącym (Yang), więc ich energetyka jest wychładzająca (Yin), tzn., że w tymże klimacie, tak bardzo gorącym potrzebne są człowiekowi produkty, które zrównoważą to gorąco i ochłodzą organy wewnętrzne, jak w/w owoce. A w naszym klimacie rosną takie owoce, które w zimę nas nie chłodzą, a grzeją. Reasumując- gdy jemy w zimę owoce egzotyczne i cytrusowe wychładzamy dodatkowo nasz organizm, który o tej porze roku powinien być dogrzewany, nie tylko od zewnątrz. A wychłodzony organizm to drzwi otwarte do wszelakich chorób, nie tylko takich kilkudniowych, przeziębieniowych, ale również tych długotrwałych, przewlekłych.
Każda pora roku rodzi, odpowiednie dla zrównoważenia energetyki, produkty. I trzymając się zasady równoważenia energetycznego możemy bardzo poprawić swoje zdrowie.

          Ale o tym nie będę się rozpisywać, zachęcam do lektury, np. mojej ulubionej na ten temat książki-  "Jedz i żyj zgodnie z porami roku", do kupienia w księgarniach i internetowo (wyd. Galaktyka).
To nie jest artykuł sponsorowany, napisałam tych kilka zdań i zachętę do lektury na wyraźną prośbę odwiedzających mój blog dziewczyn:)



Zapraszam również do lektury kilku moich artykułów: TU



 

 To moje JABŁKO i BERŁO- jam Królowa Warzyw, Owoców i Zbóż...
(zdjęcie sprzed 5 lat...)











czwartek, 6 lutego 2014

Tydzień Trzydziesty Piąty

          Choć tydzień się jeszcze nie skończył to i tak więcej zdjęć nie będzie, z racji urlopu mojej osobistej fotografki. Sama sobie zdjęć robić nie będę:)
          I nie ma co dłużej czekać na przedstawienie nowych zdjęć, bo bardzo bardzo chce pokazać coś pięknego, kolorowego, ciepłego, przytulnego i hendmejdowego, co zrobiła dla mnie moja kochana przyjaciółka Maya na prezent urodzinowy.
          Wzruszyłam się bardzo, gdy to dostałam, a dostałam to w parku na spacerze, i zaraz to ubrałam i paradowałam dumnie jak ten, kurde, kolorowy paw, aż miłe, fajne kobitki nas zaczepiły i wyraziły swój zachwyt tym, co na nas zobaczyły...:)
           Ah, jakie to piękne:) Mayeczko, tu, na łamach mego bloga chylę czoło przed twym talentem i ciepłym sercem:) Kocham cię:)
           Wiem ze sprawdzonego źródła, że można takie cudowności zamówić sobie u Mayki, kontakt do niej TU.




          No i jeszcze pochwalę się moimi ŻÓŁTYMI Martensami, co na nie czatowałam od wielu lat. Były nie do zdobycia. Nawet w zeszłym roku pokusiłam się o jakieś podróby, ale oddałam je z powrotem do sklepu, bo to nie było to, o co mi chodziło.
          I oto w Glasgow je znalazłam, stały tam sobie w sklepie DR Martens i czekały na mnie (córka namawiała na różowe, ha, ha, ale ja byłam uparta:), piękne, miękusie (tak, skóra bardzo miękka), seria limitowana, cena do przeżycia. Będą często pokazywać się na wybiegu, ha, ha:)



Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.


 04.02.2014


 05.02.2014


06.02.2014




            A, i jeszcze jedno. Organizuję kolejny FESTIVAL ZMYSŁÓW.
To super hendmejdowa impreza, więc jeśli robicie nietuzinkowe hendmejdy i chcielibyście je zaprezentować na najbliższym (8 marca) FESTIVALU ZMYSŁÓW w Wodzisławiu Śl., to proszę o kontakt mailowy.
A jeśli znacie kogoś takiego, to przekażcie mu tą informację, może skorzysta:)









niedziela, 2 lutego 2014

Tydzień Trzydziesty Czwarty

A podtytuł brzmi:
          co wy jecie na niedzielny obiad?...
...bo skoro jesteśmy wegetarianami to pewnie nie jemy w niedzielę rosołu, klusek, rolady/kotleta, itp, itd...
            Ano nie jemy, więc wielu ciekawi, co jadamy w niedzielę. Bo niedziela to taki szczególny dzień, szczególny pod względem obiadu, nieprawdaż?
Nie mam stałego dania, które zawsze gotuję w ten dzień, ale mam jedno z ulubionych- zapiekane warzywa!
O każdej porze roku mamy warzyw pod dostatkiem, kombinacja ich nie będzie nastręczać żadnych problemów.
          Mój dzisiejszy obiad to właśnie miks zimowych warzyw- rzepa, brukselka, por, cebula, marchewka, seler i pietruszka, z odrobiną ziół i oliwy (przepis na podobny miks TU)
Do tego pieczone ziemniaki w skórkach, jedzone z masełkiem oraz sałatka z gotowanych buraków z pysznym sosem (przepis na dressing TU) i kiełkami rzodkiewki. Mmmmm, pycha:)
            W trakcie przygotowania obiadu ugotowałam jeszcze czerwoną soczewicę, którą zmiksowałam z chrzanem i sokiem z cytryny i oto wyszła pyszna pasta do kanapki:)
          Tak więc, moi mili, bez mięsa da się żyć i to nawet długo i zdrowo, choć może niektórym wydaje się to dziwaczne.
Ale to nie jest dziwne, o nie...








Robię zdjęcie codziennie na mojej przerwie w pracy- mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu.

 







LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...